piątek, 28 maja 2010

Znów otworzyłam oczy. Co zobaczę? Błękit... Widzę błękit... ach... błękit... Stałam tam. Przed wielką czarną bramą, a oprócz bramy... błękit! Miałam wspaniałą błękitną suknię i szłam. Szłam przed siebie. Co mnie spotka? Co zobaczę. Uchyliłam bramę. Za nią siedziała istota. Podeszłam ostrożnie. Wyglądała tak jakby była obłąkana, siedziała skulona i bujała się nerwowo.


Ostrożnie ją dotknęłam, a ta skoczyła mi na gardło z czerwonymi oczami. Krzyknęłam! O rety!! Co to było za pzeżycie! Postać stała i się niebezpiecznie śliniła.
-Prze... przepraszam.
-To ty!- ryknęła.- Ty kierujesz tym co się dzieje! To wszystko twoja wina!!!- Osoba podeszła do mnie ruchami rąk, jakby wydrapywała mi oczy w powietrzu. Obok rzóciła się śliczna ruda dziewczyna w wieku tej obłąkanej.
-Nora! Spokojnie, wszystko dobrze?- W przeciwieństwie do rzekomej nory, ta wyglądała normalnie.
-Nie~! To jej wina! Moja! Jej! Nasza! Jesteśmy takie same!! Jestem morderczynią!!!- Wrzeszczała szalenie mówiąc o mnie jako o osobie trzeciej i wytykając palcami.
-Nie jesteśym takie same! Przynajmniej ja nie jestem morderczynią.- Odparłam spokojnie.
-Czy to faktycznie ty? To ty jesteś Francess?- Spytała ta ruda, podtrzymując Norę.
-Nie, nie jestem. Jestem Leonrda, kim jest Francess?
-Nie udawaj!!!- Ryknęła Nora.- Ona łże! Ona łże! Francess, to ty!- Zwróciła się do rudej, pokazując mnie palcem.- Wierzysz mi, Saro? Wierzysz mi?
-Jeśli to jest Francess, musimy powiadomić Vitalda.
-Ja nie jestem Francess!! Nie mam pojęcia kim jest Vitald! -Zaprotestowałam. Dziewczyny szły w głąb ogrodu za bramą i w końcu zniknęły mi z oczu. Przysiadłam na kamieniu. Zaraz podszedł pies. Był chyba głodny. Dałam mu kawałek bułki, który leżał przy kamieniu.
-Dziękuję!- Przemówił pies, strasząc mnie przy tym.
-Nie... nie... ma za co.- Uśmiechnęłam się.
-Ty chyba nie jesteś Francess, co?- Spytał.
-Do licha, nie wiem kim jest Francess!- Krzyknęłam zirytowana.- Jestemm tu chyba nowa.
-Więc jak się nazywasz?- Spytał mnie pies.
-Lilka. A dokładniej Leonarda.- Przyznałam się głaszcząc zwierzę.
-To przedstawiaj się Nul. Mów, że jesteś Nul. Kiedyś kumpel mi tak poradził.
-Czyli ty jesteś Nul?
-Niee! Tak ma powiedzieć nowa osoba.- Odparł.- Wiesz, co miło mie się z tobą gadało, Nul, ale muszę lecieć.- I wstał z trawy i ruszył w przeciwną stronę co tamte dwie, jak najdalej od bramy.
-Ej! Ale powiedz mi jak ty się nazywasz!
-Lepiej byś tego nie wiedziała, Nul.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz