czwartek, 10 czerwca 2010

20 czerwca 1998

-AAaa!- Krzyknęłam i odskoczyłam. Siedziałam na łóżku, a obok stała Shmidt.
-Ona sie obdziła! Mastormun, chodź tu w tuj chwili.- Pokazała ręką na lokaja. I już w moim pokoju stał pan Masterman.
-Miałaś zły sen, panienko?- Spytał mnie lokaj. Troskliwość? Tak, napewno! To tylko, by tata dał mu podwyżkę. Klausa, czy Schmidt bym o to nie oskarżyła, ale Masterman był jest wyjątkowo odrażającym typkiem. Zresztą stara się nie pobrudzić rąk, idzie tylko do czystej roboty! Okropne! Łysy, całkiem młody i bardzo niski pan z neutralnym wyrazem twarzy, pokazał ręką. Kto teraz ma wejść? Na szczęście w moi pokoju pojawiła się Helena. Zaraz wybiegłyśmy na podwórko.
-Wiesz co? Dziś sobie uświadomiłam błąd mojej mamy.- Przyznała.
-Jaki?- Nie wierzyłam własnym uszom.
-Że imię Elena, jest dużo wspanialsze, niż Helena.- Powiedziała to i odczekała chwilę.- Co nic nie mówisz?
-Zastanawiam się, czy coś może być "dużo wspanialsze".- Odparłam bez emocji. Helena udała, że się obraża, ale zaraz potem rozmawiałyśmy o Nulu.
-Posłuchaj. Dziś, to znaczy teraz muszę zasnąć, rozumiesz?
-Okej, a co ja...
-Ty pilnuj, by nikt nie wkroczył. Puki nie ma niani Suzanne, mogę spać. Dobranooc.
-Dobranoc, Lilko.

1 komentarz: