Dziś rano kiedy się obudziłam, bardzo ubolewałam. Nic mi się nie śniło. Może to dobrze, jest tak samo jak było. W sumie to może wiem, czemu nie śniłam. Spałam tylko 1 godzinę, bo całą noc gapiłam się w okno. Może faktycznie jestem, jak to mówi Schmidt "Zwierzęciem nocnym". To nie obraza! Tak poprostu tłumaczyła Helena. Ale to nie jest najdziwniejsze. Rano poszłam
do ogrodu. Stałam tuż przy budynku z kuchnią Klausa. Nagle zobaczyłam kobietę grającą na skrzypcach. Wyglądała jak anioł! Miała długie rude włosy. Wyglądała jak babcia Lindzia. Lindzia zmarła 3 lata temu.
-Babciu!- Zawołałam radośnie. Ale ona tylko grała.- Babciu!- Powtórzyłam. Nie umknęło mojemu oku, że była to babcia w wieku, może dwudziestu lat? Wtedy jeszcze mamy nie było na świecie, więc rozpoznałam ją dzięki zdjęciom. Nagle pojawiły się skrzydła. Anioł. Podbiegłam i chcąc ją uściskać... udało się! Dotknęłam jej, nie była duchem. Zaczęłam wątpić, czy to napewno babcia?
Czy to ty babciu?- Spytałam.Ale ona nie odpowiedziała. W końcu złapałam struny, dźwięk się urwał. Jednak ona wciąż miała zamknięte oczy, i smyczek oparty o skrzypce.
-To ja, Lilka. Twoja wnusia.- Powiedziałam niepewnie.- To ty?
Nalgle zauwazyłam ze nic nie przytulam. Lindzia zaczęła robić się niewidzialna, no i zostałam sama. Jednak dopiero gdy przestałam ją widzieć usłyszałam jej głos. To był krzyk, ale cichy jak szept.
-Lilaa!!
-Babcia! To ty babciu?
-Moja mała Lilaa!- Powiedziała z czułością.
Dopiero i 12:00 spotkałam Helenę. Opowiedziałam jej wszystko idąc na obiad, ale ona mi nie uwierzyła. Dobiegł do nas Masterman. Lokaj.
-Panienko Leonardo. Czy to panienki laleczka?- Spytał lokaj pokazując potarganą czarnowłosą lalkę w łachmanach.
-Tak!- Ucieszyłam się.- To Daisy.
-Daisy?- Spytała Helena z rozbawieniem.- Dziwne to imię.
-Wiem.- Zgodziłam się.- Ale to jest Daisy. Helena też nie jest takie piękne, ale do ciebie pasuje w sam raz.- Powiedziałam głosem filozofa. Helena mruknęła coś pod nosem i razem z Daisy poszłyśmy na obiad. Usiadłyśmy do stołu.
-Gdzie jest Suzane?- Spytałam moją przyjaciółkę.
-Mama jest... no kurczę. Nie wiem gdzie. Spytałam rano Mastermana, ale on powiedział, że śpi i mam jej nie budzić. Nie wiem gdzie jest. -Przestraszyła się.
-No to mamy kłopot.- Zauważyłam. Poszłam do apartamentu i w korytarzu sprzątała Gladys- pokojówka. Gladys niestety nie mówi po polsku. Po raz kolejny zastanowiłam się, czemy rodzice zatrudniają zawsze obcokrajowców. Suzane co prawda ma tylko korzenie angielskie, ale Gladys, Schmidt'owie, Masterman, McQueen, Antonio Foscarelli, Greta Ohlsson. Tak czy siak, nie dogadałam się z Gladys. Nieco wyżej pił herbatę Foscarelli. On był włochem i naszym szoferem.
-Witaj seniorita!- Ucieszył się na mój widok.- Chciałabiś się przejechać, czi tilko składasz mi wizitę?
-Witam panie Antonio. Czy nie widział pan może Suzane?- Spytałam rzeczowo. Antonio pokładził swe wąsy.
-Niesteti seniorita, a czi nie ma jej tam gdzie twoja sorella Walentina? To przecież jej custoda!
-Opiekunka?
-Si.
-Niestety panie Foscarelli, nie ma jej u Walentini.
-To przikro mi seniorita, nie mogę ci pomóc niesteti.
Poszłam. Bardzo lubiłam pana Foscarelliego. Było on chrzesnym Walentyny, ale dla mnie był on wogóle milszy. Nie wiem czemu. Czasami lubiłam go bardziej od Schmidt. Poszłam szukać Walentyny. Nagle wpadłam na tatę. To było dziwne, wogóle rzadko go widuję. Spytał mnie, czemu nie jem obiadu.
-Bo szukam Suzane.- Tata powiedział, że Suzane bardzo źle się poczóła i zabrało ją pogotowie. Przejęłam się, ale Helenie powiedziałam, że poszła do lekarza, bo bolała ją głowa. Nie musi wiedzieć wszystkiego, bo by się bardzo zmartwiła. Po obiedzie siedziałyśmy na podwórku i czytałyśmy książki. Potem skorzystałyśmy z propozycji pana Antonia i pojechałyśmy samochodem.
-Bardzo lubię samochodi. One mnie odstresowują.- Przyznał się Foscarelli prowadząc.- We Włoszech znajdziecie wszistkie najlepsze marki jakie wiprodukowano.
-Czy pan mógłby zawieść nas pod lodziarnie? Mam pieniądze na lody.- Zapytała Helena.
-Si, certo oczywiście. Sam mam ochotę na Gelato! To znaczy lody.- Pan Antonio zaparkował i resztę dnia spędziłyśmy w lodziarni opychając się lodami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz