czwartek, 27 maja 2010

Sen

Ślub nastolatki

Siedziałam na chmurze. Lekko się bujałam i ze śmiechem na ustach robiłam koziołki. Nagle z chmur wyłoniła się Helena.

-Grusch Disch! Ich trinke eine Tee.- Helena rzadko mówiła do mnie po niemiecku. To chyba zresztą nic dziwnego. W końcu nie lubię uczyć się języków obcych. Helena trzymała filiżankę herbaty. - Lilka!

-Powiedz do mnie po ludzku!- Nakazałam! Helena się nie odezwała. Patrzyła za to osłupiała na mnie. Miałam białą falbaniastą sukienkę. Wyglądałam jakbym szła do ślubu. Usłyszałam przenikliwą melodię, zatkałyśmy obie z Heleną uszy. Kiedy przycichł mogłam rozpoznać tę muzykę. Był to marsz weselny. Pięknie! Teraz mam iść do ślubu? O co chodzi? Na drugiej stronie chmur stał ON. Był piękny. Zupełnie ktoś inny, niż chłopak w którym się kocham. No i ksiądz który miał udzieliś ślubu.

-Idź!- Zachęciła mnie Hela.- Czy to nie romantyczne?- Nie ona miała wychodzić za mąż jako nastolaka! Pchi! Nie poszłam. Chłopak spojrzał na mnie z niesmakiem. Chyba nawet wywołał piorun, który tu na niebie, wysoko spowodował rozwalenie chmur, moje spadanie i pobudkę, bo to był sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz